Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Już czwartek niestety :-(

czwartek, 07 maja 2009 19:50
Większość dzisiejszego dnia spędziłam rozwożąc członków rodziny po różnych jednostkach służby zdrowia. Stąd niewiele udało mi się dziś zrobić. Ale dziecię oporządzone a mama szczęśliwa bo okazało się, że nie tylko znaleziono u niej oba płuca ale również są one w całości i bez naleciałości. Świętej cierpliwości jednak wymaga dowiedzenie się od niej jakichkolwiek szczegółów, na pytanie co powiedział jej pulmonolog usłyszałam, że "ma za wysokie ciśnienie" a lekarz jest niemiły.  Ręce opadają.
Za to mam kolejne doświadczenie do podzielenia się... :-)))
Pisałam o talerzu inspirowanym pracami Kasi. Dzisiaj wydawało się, że przygotuję go już pod lakier ale oczywiście udało mi się go popsuć. Przez długi czas nie wiedziałm co się stało, dlaczego kogut stanowiący centrum talerza przesiąkł farbą. Przecież nie pierwszy raz stosowałam serwetki na talerzach. I doznałam olśnienia, zawsze korzystałam z kleju Heritage, który jest jednocześnie klejem, podkładem i lakierem. I zawsze kładłam go na serwetkę co powodowało, że była ona pokryta warstwaą zabezpieczającą. Tym razem użyłam kleju "cmokającego", który kładzie się POD serwetkę i dlatego była ona niczym nie zabezpieczona. Pokrycie jej farbą spowodowało, że farba przesiąkła na wylot i kogut zrobił sie całkowicie niewidoczny. Stąd rada:
- Jeżeli kładziesz farbę NA serwetkę zawsze zabezpiecz ją wcześniej warstwą kleju lub podkładu.
Tak mnie zirytowała ta wpadka, że na poczekaniu zrobiłam nowy talerz, wspierając się suszarką. Użyłam też papieru zamiast serwetki. Mam nadzieje, że przyjęte tempo nie wpłynie na trwałość motywu. Zdjęcie jutro.
 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Black and white

środa, 06 maja 2009 23:17
Mój print-room, kocham ten efekt.

Muszę też oddać sprawiedliwość dziecięciu- fantastycznie uchwycił odbicie tacy w tacy ;-)). Żal mi wstawiać większe zdjęcia bo boję się, że zabraknie mi przestrzeni. Ale zaręczam, że WSZYSTKIE zamieszcone na powyższym zdjęciu przemioty są wykonane z pełną pieczołowitością czyli potocznie "starannością". Na tacy i talerzu położylam tyle warstw lakieru, że w pewnym momencie przestałam liczyć. Chustecznik zaś zamówił Kuba na prezent. Mam nadzieję, że się spodoba...A dzwoneczek to rozpoczęcie przygotowań do Świąt. Właściwie to powinnam zająć się moimi wydmuszkami żeby zdążyć.  Na Bożonarodzeniowe drobiazgi to może już być za późno. Śmieję się sama z siebie bo po ostatnim Bożym Narodzeniu nie zdążyłam zrobić nic na Walentynki, potem na Dzień Kobiet a kto czyta ten wie, że kurę robiłam w drugi dzień Wielkanocy. Na Dzień Matki już nawet nie próbuję więc zostaje Gwiazdka. I wbrew temu przed chwilą zaczęłam talerz z ogromnym kogutem zainspirowana pomysłem Kasi. Tyle, że muszę poprawić, bo nie mieści mi się w przygotowanej ramie. Ale to już jutro. Jutro też opiszę co dziś zrobiłam bo trochę tego było. Urlop to świetna rzecz choć trzeci raz w ciągu tych trzech dni kontaktował się ze mną szef. Czy powinnam się czuć niezastapiona czy też to zły podział obowiązków? 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Doris raz jeszcze

środa, 06 maja 2009 20:15
Przypomniałam sobie, że przed powstaniem blooga Kuba imieniem Doris nazwał moją kolekcję w Wylęgarni. Później już poszło z górki. Bloog też zakładał mi Kuba.
Nie mam wielkiego pojęcia o komputerach, w mojej pracy korzystam w 90% z poczty i 10% z Worda ;-). Podobają mi sie bloogi, określane przeze mnie 'kolorowymi" na których jest dużo dodatkowych informacji i zazdroszczę ich autorom. Z drugiej strony tutaj potrafię sobie ustawić podstawową konfigurację. Trudno mi się zdecydować co lepsze. Wczoraj założyłam sobie bloog na blogspocie bo widziałam, że te wszystkie "wodotryski" są właśnie tam. Ale może jeszcze nie odkryłam wszystkich tajemnic obecnego? Na razie ten nowy ma tylko adres. Tutaj czasami ktoś zagląda. I tutaj chce mi się pisać. Chciałabym zmienić ten rozmarzony obrazek i wstawić tam logo, które stworzył Kuba.

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobotnie polowanie

wtorek, 05 maja 2009 23:17
nie doszło do skutku bo podróż zaczęliśmy od wyjazdu w inną stronę świata. Zamiast do Czacza pojechaliśmy do Poznania gdzie w drodze kupna nabyłam tzw. urządzenie wielofunkcyjne do szlifowania powierzchni. Rzecz dla mnie bezcenna ponieważ zalega mi na półkach parę popsutych przedmiotów, których nie ma komu oczyścić papierem ściernym. Między innymi jest to 5 świeczników, z których cztery są zamówione i "się zbiesiły'". Tu nasuwa mi się kolejne doświadczenie:
1) nie należy pokrywać spękaniami w kolorze miedzi przedmiotu wcześniej pomalowanego na pudrowy róż. Cóż za niesamowicie paskudny efekt, brudu i tandety. Fuj.
No i dlatego zakup szlifierki stał się moją obsesją. Mam też do oczyszczenia kilka pierwszych bransoletek. Kolejne doświadczenie:
2) kładąc białą farbę na bejcę (bez zastosowania podkładu) możesz się spodziewć, że po pewnym czasie zamiast białego będziesz miał niespodziankę. Bejca "przejdzie" przez farbę i w zależności od jej koloru (bejcy) przemiot zrobi się miodowy, rudy, beżowy... W ten sposób utraciłam przygotowane z wyprzedzeniem prezenty gwiazdkowe dla moich bratanic. W ostatnich dniach przed świetami musiałam w panice tworzyć coś nowego.
No, może dziewczyny na tym akurat wygrały bo moja wiedza i umiejętności trochę się przez ten czas podniosły ;-))) ale bransoletki do skrobania pozostały. Jest jeszcze sześć kieliszków do jajek, które po wyklejeniu okazały się po prostu brzydkie oraz jajko potraktowane klejem introligatorskim. To samo, o któym pisałam w jednym z pierwszych wpisów.
Kuba entuzjastycznie wypróbował nowy sprzęt. Oczyścił dwa świeczniki i zażyczył sobie okularów ochronnych. Do tego czasu zastopował dalsze prace. Co ciekawe okulary zakupiałam ale prace nie zostały wznowione. Słomiany zapał moje dziecię odziedziczyło po tatusiu.
Czacz przełożony na kolejną sobotę.  

komentarze (0) | dodaj komentarz

Doris

wtorek, 05 maja 2009 22:57
Krótka historia tego przydomka. Wcale nie jestem do niego przekonana ale teraz nie mam już szans żeby się od niego uwolnić. Była nas czwórka, taki Bob Budowniczy w czterech osobach gdzie każdy miał swoje normalne, na chrzcie mu dane imię. Z wyjątkiem Krzyśka, który przedstawia się "Krzyś" ale to i tak nie ma znaczenia. Gdy dołączył Paweł, człowiek kreatywny, nasze rodzime imiona z jego inicjatywy nagle zaczęły zanikać. I tak z Krzyśka powstał Kris, z Pawła- Pablo a ze mnie Doris. I nijak z tym walczyć bo podłapali to wszyscy. W pracy swoje imię słyszę tylko wtedy gdy ktoś poprzedza je słowem "pani", to znaczy, że mnie jeszcze nie zna :-))
I stąd Doris w nazwie blooga i sklepów. Mój wymyślony dawno temu "trzpiot", będący całkowitym przeciwieństwem mojej natury był niestety zajęty :-(  

komentarze (2) | dodaj komentarz

doświadczeń ciąg dalszy

poniedziałek, 04 maja 2009 10:20
Mam parę nowych doświadczeń, którymi chcę się podzielić:
1) nie należy przyklejać niczego tuląc się jednocześnie do swojego dziecka, nic wtedy nie wychodzi perfekcyjnie :-(
2) należy odczekać aż lakier DOBRZE wyschnie zwłaszcza, jeżeli naklada sie na siebie lakiery o różnych konsystencjach. Wczoraj tak popsułam sobie moją czarno-białą tacę. Całe szczęście, że zaczęłam od narożnika i dało sie to później przeszlifować ale strach miałam w oczach :-). Chyba już dam jej spokój.
3) nie nalezy zostawiąć na wierzchu pojemnika z pędzlami jeżeli ma się w domu młodego kota. Pomijam, że zbierałam wszystkie moje narzędzia po całej kuchni, kotka okazuje wyjątkową aktywność noca. A pędzle i nożyczki doskonale da się przesuwać po płytkach. Głośno :-(
4) decu wymaga CIERPLIWOŚCI, nie można zaczynąc nakładania preparatów od końca. Wczoraj ozdobiłam coś konturówką PRZED położeniem lakieru bo chcaiałm zobaczyć efekt końcowy. No i? Wiem,  że można użyć zwykłego lakieru ale fakt pozostaje
5) obiecałam też parę słów o kleju: tak zwany "cmokający" z Hobby Duck. Jest niesamowity przy klejeniu serwetek na płaskich, większych powierzchniach. Bardzo gęsty więc należy go nakładać pod serwetkę. Parę razy przeciągnąć po kleju pędzlem, żeby zaczął wydawać odgłos "cmokania". Potem przykładamy serwetkę i delikatnie wygładzamy ją ręką. Ja korzystam dodatkowo z wyczytanego gdzieś rozwiązania tzn. nakładam na serwetkę fliselinę i dociskam specjalnym gumowym wałeczkiem. Efekt bomba, żednych zmarszczeń, żadnych dziureczek (tych widocznych na obrzeżach serewtek). Warunek jest taki, że serwetka musi być sucha bo inaczej fliselina się do niej przyklei. 
6) I najświeższe- nie należy przyklejać taśmy malarskiej na powierzchnię, którą się przed chwilą przeszlifowało- odkleja się razem z wzorem :-((

komentarze (0) | dodaj komentarz

taca z Wrocławia

niedziela, 03 maja 2009 10:25
Muszę oddać Kubie sprawiedliwość, opublikowane poniżej zdjęcie tacy jest najnowszsm, najbardziej udanym zdjęciem tego przedmiotu. Wszystkie wcześniejsze wersje zostały usunięte.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Urlop, urlop, urlop....

sobota, 02 maja 2009 8:21
Nareszcie urlop. Będę miała dla siebie i swoich pasji jescze cały tydzień. Pełna werwy w dniu wczorajszym zrobiłam: chustecznik, doniczkę, dwa obrazki i przygotowałam grunt pod dzwoneczki, drugi chustecznik i  pojemnik na długopisy. Oczywiście "zrobiłam" to wielkie słowo, nie da się zrobić przedmiotu w jeden dzień. Teraz to już wiem. Nawet w dwa dni, chociaż opiszę za chwilę historię pewnego kubka. Ale po kolei:
1) chustecznik był zagruntowany i pomalowany, wczoraj go tylko okleiłam i zaczęłam lakierować, do końca jescze kilka warstw bo to na szczęście serwetki. I brakuje mi bordowej wstążki do wykończenia
2) doniczka, to druga z serii "ale mi wstyd". Z nią faktycznie uporałam się w jeden dzień, nie licząc czasu poświęconego rok temu na jej popsucie ;-0). Udało mi się ją wczoraj przeszlifować, położyć pastę strukturalną, 3D, pomalować i polakierować. Podmalowałam też ubytki. A wszystko dlatego, że wstałam skoro świt a po każdej akcji otwierałam okno i wystawiałam doniczkę na piekne słoneczko. Pogoda wczoraj była "pro decu" ;-)))  dziś jeszcze warstwa lakieru i będzie ok
3) obrazki były zagruntowane i miały pomalowane ramki. Miały być takie jak na warsztatach z mozaiki ale... Podobrazie nie było wyjmowane a papier wewnątrz się nie zmieścił. Stara prawda, że papier zwieksza swą objętośc pod wpływem kleju jakoś mi umknęła. I potworzyły się gule z powietrza. Kiedy zaczęłam poprawiać to się podarło. Więc, wiem, że tak się nie zaczyna ale... usunęłam papier, dłutkiem i papierem ściernym usunęłam jego resztki i pomalowałam powierzchnię farbą. Potem zamaist papieru użyłam sewetki i cudownego kleju do dużych powierzchni, o którym napisze w kolejnej porcji dobrych rad. Na takim gruncie wykończenie to był już "pikuś". Nawet modelowanie kwiatków poszło raz dwa. Ponieważ obrazki też nie wymagają wielu warstw lakieru więc wczoraj zamknełam to zamówienie. 


4) pozostałe tematy będę ciągnąć jutro bo dziś jedziemy z Piotrem na polowanie do Czacza. Łowy oczywiście bezkrwawe i nie na zwierzeta a na przedmioty.
Czacz to taka wioska między Kościanem a Lesznem, której mieszkańcy żyją z handlu używanymi rzeczami. Można tam kupić dosłownie wszystko co jest ruchome: od doniczek przez meble ogrodowe po szafy, kosiarki, telewizory, co tylko dusza sobie wymarzy. Pojedyncze egzemlarze, w różnym stadium zniszczenia. Każdy może sobie te przedmioty odrestaurować zgodnie z potrzebą. Choć są miejsca gdzie meble są już po renowacji. Idzie się od podwórza do podwórza i ogląda, przebiera, kupuje. Potrzebuję szafkę do mojego warsztatu, jakieś koszyki na farby bo zaczęło mi się to wszytsko wysypywać.
Miałam jeszcze napisać o kubku. We wtorek, żeby nie było wątpliwości- ostatni wtorek, kolega wymyslił, że zrobi synowi niesamowitą niespodziankę, jeżeli da mu na urodziny kubek do mleka z jego ulubionym bohaterem. Krótkie poszukiwania w necie i znalazł  stosowny obrazek. Zapytał następnie czy można go przykleić na kubek. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że tak. Poprosił więc grzecznie i czarująco o zrobienie takiego na czwartek. CZWARTEK, żeby nie było wątpliwości- ten, który właśnie minął. Nie można zrobić rzeczy użytkowej w dwa wieczory i dać gwarancji, że pieczołowicie wyklejony wzór nie zniknie przy pierwszym myciu. Na pocieszczeni usłyszałam, że "wystarczy aby wytrzymał okres chwilowej fascynacji".  Zrobiłam ale nie wiem czy nie wrzucić tego na półeczkę "się wstydzę". Generalnie wyszło nieźle ale w kilku miejscach musiałam podmalować wzór. Wieczorem, bo na całą pracę miałam dwa wieczory, wydawało się, że odcień jest w miarę dopasowany, dopiero rano było widać, że tak nie do końca :-( Ze względu na czas i pory dnia nie dałam rękojmi na towar.
No i hit na koniec. Zrobiłam wczoraj JAJKA. Wiem, zarzekałam się, że to koniec i niekonsekwentnie kupilam 20 gęsich wydmuszek, do których jako gratis dostałam jajka kacze a dodatkowo dokupilam sobie pięć z pleksi. I te ostatnie wczoraj zrobiłam. I są to moje najładniejsze jajka. Kuba śpi więc zdjęcia później. 
Za to Piotr już wstał więc zbieram się do polowania :-)

komentarze (1) | dodaj komentarz

wrocławski print-room

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 22:45
taca, którą zrobiłam na warsztatach u Kasi, teraz tylko lakieruję, lakieruję, szlifuję, lakieruję, itd. Straciłam już rachubę nad ilością położonych warstw lakieru a nie udało mi się jeszcze wytracić różnicy pomiędzy podłożem a papierem :-( Zdjęcie do poprawki, taca jest biało-czarna i nie ma w niej różu :-( Kuba musi popracować nad swoim warsztatem. Ale jak się już nauczy....... 


Zdjęcie już podmienione :-)) więc nie widać fałszywgo różu, choć nadal dziecię musi się douczać w zawodzie. Dodatkowo obiecane dwie dziewczyny od Kasi :-) Print-room to chyba najbardziej efektowana z technik decu, a szczerze mówiąc mało wymagająca.

komentarze (0) | dodaj komentarz

historia pewnej doniczki

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 22:40

przed....(kiedy wydawało mi się, że poznałam magię decu ). Wstydzę się tego "dzieła"

i po, czyli teraz kiedy nabrałam więcej pokory :-). Wykorzystałam tu pastę strukturalną i technikę 3D. Całość przykryła wcześniejsze bohomazy. Dołożyłam trochę cieniowania i muchę. Efekt jak widać.

komentarze (0) | dodaj komentarz

« 123456  »

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 2088

O mnie

Mówię o sobie "rasowa blondynka" choć na głowie kolor mam trochę inny. Mężatka, syn, pies i kot. I dwie teściowe w domu (moja i męża). Jednym słowem zwierzyniec ;-))

O moim bloogu

W tym blogu chciałabym zaprezentować swoje prace. Pasjonuje mnie decoupage, możliwości jakie daje, fantastyczne efekty. Ostatnio poznałam też podstawowe techniki filcowania. Zastanawiam się czy też mn...

więcej...

W tym blogu chciałabym zaprezentować swoje prace. Pasjonuje mnie decoupage, możliwości jakie daje, fantastyczne efekty. Ostatnio poznałam też podstawowe techniki filcowania. Zastanawiam się czy też mnie to tak wciągnie xD

schowaj...

Wizytówka


trzpiot

ulubiency.wp.pl

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 19.03.2009 1:32:41
  • autor: Art&Smart
  • treść: poprawiam nazwę blog...

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2088
Wpisy
  • liczba: 60
  • komentarze: 32
Bloog istnieje od: 332 dni