Nareszcie urlop. Będę miała dla siebie i swoich pasji jescze cały tydzień. Pełna werwy w dniu wczorajszym zrobiłam: chustecznik, doniczkę, dwa obrazki i przygotowałam grunt pod dzwoneczki, drugi chustecznik i pojemnik na długopisy. Oczywiście "zrobiłam" to wielkie słowo, nie da się zrobić przedmiotu w jeden dzień. Teraz to już wiem. Nawet w dwa dni, chociaż opiszę za chwilę historię pewnego kubka. Ale po kolei:
1) chustecznik był zagruntowany i pomalowany, wczoraj go tylko okleiłam i zaczęłam lakierować, do końca jescze kilka warstw bo to na szczęście serwetki. I brakuje mi bordowej wstążki do wykończenia
2) doniczka, to druga z serii "ale mi wstyd". Z nią faktycznie uporałam się w jeden dzień, nie licząc czasu poświęconego rok temu na jej popsucie ;-0). Udało mi się ją wczoraj przeszlifować, położyć pastę strukturalną, 3D, pomalować i polakierować. Podmalowałam też ubytki. A wszystko dlatego, że wstałam skoro świt a po każdej akcji otwierałam okno i wystawiałam doniczkę na piekne słoneczko. Pogoda wczoraj była "pro decu" ;-))) dziś jeszcze warstwa lakieru i będzie ok
3) obrazki były zagruntowane i miały pomalowane ramki. Miały być takie jak na warsztatach z mozaiki ale... Podobrazie nie było wyjmowane a papier wewnątrz się nie zmieścił. Stara prawda, że papier zwieksza swą objętośc pod wpływem kleju jakoś mi umknęła. I potworzyły się gule z powietrza. Kiedy zaczęłam poprawiać to się podarło. Więc, wiem, że tak się nie zaczyna ale... usunęłam papier, dłutkiem i papierem ściernym usunęłam jego resztki i pomalowałam powierzchnię farbą. Potem zamaist papieru użyłam sewetki i cudownego kleju do dużych powierzchni, o którym napisze w kolejnej porcji dobrych rad. Na takim gruncie wykończenie to był już "pikuś". Nawet modelowanie kwiatków poszło raz dwa. Ponieważ obrazki też nie wymagają wielu warstw lakieru więc wczoraj zamknełam to zamówienie.


4) pozostałe tematy będę ciągnąć jutro bo dziś jedziemy z Piotrem na polowanie do Czacza. Łowy oczywiście bezkrwawe i nie na zwierzeta a na przedmioty.
Czacz to taka wioska między Kościanem a Lesznem, której mieszkańcy żyją z handlu używanymi rzeczami. Można tam kupić dosłownie wszystko co jest ruchome: od doniczek przez meble ogrodowe po szafy, kosiarki, telewizory, co tylko dusza sobie wymarzy. Pojedyncze egzemlarze, w różnym stadium zniszczenia. Każdy może sobie te przedmioty odrestaurować zgodnie z potrzebą. Choć są miejsca gdzie meble są już po renowacji. Idzie się od podwórza do podwórza i ogląda, przebiera, kupuje. Potrzebuję szafkę do mojego warsztatu, jakieś koszyki na farby bo zaczęło mi się to wszytsko wysypywać.
Miałam jeszcze napisać o kubku. We wtorek, żeby nie było wątpliwości- ostatni wtorek, kolega wymyslił, że zrobi synowi niesamowitą niespodziankę, jeżeli da mu na urodziny kubek do mleka z jego ulubionym bohaterem. Krótkie poszukiwania w necie i znalazł stosowny obrazek. Zapytał następnie czy można go przykleić na kubek. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że tak. Poprosił więc grzecznie i czarująco o zrobienie takiego na czwartek. CZWARTEK, żeby nie było wątpliwości- ten, który właśnie minął. Nie można zrobić rzeczy użytkowej w dwa wieczory i dać gwarancji, że pieczołowicie wyklejony wzór nie zniknie przy pierwszym myciu. Na pocieszczeni usłyszałam, że "wystarczy aby wytrzymał okres chwilowej fascynacji". Zrobiłam ale nie wiem czy nie wrzucić tego na półeczkę "się wstydzę". Generalnie wyszło nieźle ale w kilku miejscach musiałam podmalować wzór. Wieczorem, bo na całą pracę miałam dwa wieczory, wydawało się, że odcień jest w miarę dopasowany, dopiero rano było widać, że tak nie do końca :-( Ze względu na czas i pory dnia nie dałam rękojmi na towar.
No i hit na koniec. Zrobiłam wczoraj JAJKA. Wiem, zarzekałam się, że to koniec i niekonsekwentnie kupilam 20 gęsich wydmuszek, do których jako gratis dostałam jajka kacze a dodatkowo dokupilam sobie pięć z pleksi. I te ostatnie wczoraj zrobiłam. I są to moje najładniejsze jajka. Kuba śpi więc zdjęcia później.
Za to Piotr już wstał więc zbieram się do polowania :-)
komentarze (1) | dodaj komentarz